czwartek, 5 stycznia 2012

Park Narodowy Caprao




Dziś jesteśmy w Alto Caprao, mieście położonym w parku narodowym. Obok znajduje się trzecia co do wysokości góra Brazylii - Pico do Bandeira (2892).
Ale po kolei.

Przedwczoraj wynajęlismy auto i dojechaliśmy do miejscowości Iriri nad morzem. Wylądowaliśmy tam o 4 nad ranem, więc następny dzień upłynął nam głównie na spaniu.
Niestety tu też dopadł nas deszcz, choć na plażę udało się na chwilę wyjść. Okolica całkiem ładna, aczkolwiek bez rewelacji.
Dziś za to mielismy bardzo udany dzień. Wyjechaliśmy na zachód, w stronę stanu Minas Gerais. Rano była ładna pogoda, więc skoczyliśmy do miasteczka Guarapari na chwilę na plażę. Ale niestety Adaś cały czas nie jest zbyt zdrowy, więc akurat marudził, a Krzyś to chyba w ogóle nie lubi plaż:) Później zwiedziliśmy po drodze bardzo fajną atrakcję - Pedra Azul, czyli niebieska skała. Ogromny, niesamowity twór skalny. A teraz na wieczór jesteśmy w parku Caprao.

To co napisałam powyżej było już wczoraj. Nie zdążyłam tego wysłac. A dziś zwiedzaliśmy park i tak nam się spodobało, że postanowilismy zostać tu jeszcze jedną noc. Wyjechaliśmy w stronę Pico do Bandeira na ok. 1900 m i zobaczyliśmy najpierw wodospad - Cachoeira Bonita, a potem piękną dolinę Vale Verde. Adaś wreszcie był zadowolony, bo mógł sobie porzucać patyczki do wody.
Jestem pod wrażeniem uprzejmości ludzi w tym kraju. Gdy po raz pierwszy ktoś nam pomógł, to nie wiedziałam, czy przypadkiem nie zażąda zaraz kilku reali za usługę (doświadczenie z Indii...). Ale nie. Wynika to być może z tego, że w tej części Brazylii, po której obecnie podrożujemy, nie ma zbyt wielu obcokrajowców. Więc chyba po prostu są zaskoczeni naszą obecnością, tym że Jasiek mówi po portugalsku. Duża jest tu też zasługa Krzysia, na widok którego wszyscy się uśmiechają i chcą go brać na ręce. Wczoraj do parku, w którym znajduje się Pedra Azul, przybiegł zziajany przewodnik, który jak się okazało, mowi po angielsku. Chciał nas oprowadzić (za darmo! kolejne zaskoczenie w tym drogim kraju) po parku, a my niestety odmówiliśmy. Adaś czuł się kiepsko, a noszenie dwóch maluchów przez godzinę nam się nie uśmiechało. Troche nam było przykro, że zawiedliśmy ich oczekiwania, ale za to dalismy się nagadać panu przewodnikowi na miejscu.














Krzyś i komary - bliskie spotkanie




Pedra Azul



Plażowanie w Iriri



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz